Słów kilka o lewitujących doniczkach

Rynek gadżeciarski (jeśli w ogóle można o czymś takim mówić) stale zaskakuje nas czymś nowym. Cały czas bombardowani jesteśmy kolejnymi nowinkami technicznymi w takim tempie, że ciężko jest nam wszystko wyłapać. Większość z tych rzeczy jest nam jednak albo totalnie nieprzydatna albo przydatna w bardzo niewielkim stopniu. Czasem tylko w tym zalewie różności trafi się prawdziwa perełka.

W tym szaleństwie jest metoda

Żyjemy w czasach, w których osoba twierdząca nieopatrznie, że widziała już wszystko, może narazić się na srogi śmiech i drwiny. Czy bowiem przeciętnemu zjadaczowi chleba przyszłoby do głowy stworzenie lewitującej doniczki? Oczywiście, że nie, bo niby po co? Jak się okazuje jednak nie jest to taki głupi pomysł, a co więcej rzecz owa ma swój cel.

Przyjrzyjmy się jednak bliżej jak taki gadżet wygląda.

Efektownie i pożytecznie

Sam pomysł narodził się w Szwecji, a jego źródło jest jak najbardziej racjonalne i użytkowe. Chodziło o rzecz prostą, w jaki sposób, w warunkach ograniczonej słoneczności jak najlepiej wyeksponować na życiodajne promienie domowe rośliny? Odpowiedź była banalnie prosta, sprawmy, by doniczka się obracała, a jeszcze lepiej, by unosiła się w powietrzu. Wtedy mamy dodatkowy efekt wow!

Tak też zrobiono. Lewitujący zestaw (bo tak trzeba to określić) składa się z głównej doniczki wykonanej z sylikonu oraz grubej drewnianej podstawy. Pomiędzy nimi zaś zastosowano odpychanie magnetyczne, które dodatkowo nadaje doniczce rotacyjny obrót wokół własnej osi. Wygląda to nie tylko zjawiskowo i hipnotycznie lecz dodatkowo ma zbawienny wpływ na rośliny.

Czyli przysłowiowe przyjemne z pożytecznym.

Sprawdź https://otico.pl/blog/jak-dziala-lewitujaca-doniczka/

No Comments, Be The First!

Your email address will not be published.